Judy

Niezwykła i poruszająca historia legendy Hollywood

Reżyseria: Sławomir Chwastowski

Tekst: Billy van Zandt

Scenografia: Witold Stefaniak

Kostiumy: David Zaleski, Varvara Frol

Występują:

Hanna Śleszyńska

Robert Podgórski / Piotr Tołoczko

 

Doskonała Hanna Śleszyńska w roli tytułowej. Broadwayowski przebój Billy’ego Van Zandta w reżyserii Sławomira Chwastowskiego. Hanna Śleszyńska wciela się w Judy Garland, jedną z najlepszych filmowych aktorek w historii amerykańskiego kina.

Spektakl niczym sprytny paparazzi podgląda artystkę w momentach jej wzlotów i największych upadków. Pokazuje gwiazdę, którą kochały miliony, od strony prywatnej, zawodowej i intymnej. Akcja rozgrywa się w garderobie przed występem aktorki, który jak się okazało, był ostatni przed jej śmiercią. Słuchamy opowieści o życiu, karierze, miłościach, dzieciach, wzlotach i upadkach, uzależnieniach, o bezwzględności producentów. Szokująca, zabawna i wzruszająca historia z aktorstwem na najwyższym poziomie.

Recenzja Chochlik Kulturalny

„Własność znana jako Judy Garland, czyli oddajcie im pieniądze, albo niech przyjdą jutro!”

Któż z nas nie zna piosenki o marzeniach, które spełniają się gdzieś tam, nad tęczą? Słynnego na całym świecie przeboju z „Czarnoksiężnika z Oz”, w którym rolę Dorotki zagrała Judy Garland!

Aktorka, piosenkarka, laureatka Złotego Globa, nagrody Grammy, Specjalnej nagrody Tony oraz honorowego Oscara dla wybitnego młodego wykonawcy. Jednym słowem gwiazda. A do tego wszystkiego matka swojej córki, Lizy Minnelli. W naszym kraju szczególnie ta ostatnia informacja działa na wyobraźnię.

Sztuka Billy`ego van Zandta pt. „Własność znana jako Judy Garland” dziesięć lat temu została znakomicie przyjęta na Broadwayu. Na język polski została przetłumaczona specjalnie dla Hanny Śleszyńskiej przez Sławomira Chwastowskiego, który wyreżyserował także polską wersję spektaklu. Popularna polska aktorka pasuje do trudnej roli upadłej gwiazdy, bo ma nie tylko olbrzymią umiejętność skupiania na sobie uwagi widza, ale też niesamowitą zdolność bycia wiarygodną zarówno w scenach dramatycznych, jak i komediowych. Sama Hanna Śleszyńska mówiła po spektaklu, że jego bohaterka jest dziś w Polsce niemal zapomniana i rolą sztuki jest właśnie przypomnieć o niej. Biorąc to pod uwagę, także i ja przypomnę garść informacji na temat życia tej barwnej postaci światowego show-businessu. (…)

A teraz to, co najważniejsze!

Z oczywistych przyczyn nie mogę opowiedzieć dokładnie, krok po kroku, przebiegu przedstawienia. Jest zbyt intymne, w końcu to spowiedź zniszczonej życiem kobiety, padające ze sceny słowa za bardzo oddziałują na duszę, by tak opowiadać, co można przeżyć idąc na „Własność znaną jako Judy Garland”. Wielką zaletą tego kameralnego spektaklu, wyreżyserowanego przez Sławomira Chwastowskiego jest to, że nawet najtrudniejsze momenty z życia gwiazdy podane są w sposób, który co prawda zmusza do refleksji na temat straszliwych zasad rządzących show-businessem, ale nie zabija ciepłego nastroju. Nikt też lepiej niż Hanna Śleszyńska nie potrafiłby tej dwoistości (komedia-dramat) wypośrodkować. Artystka tę spowiedź upadłej gwiazdy przedstawia bez koloryzowania. Nie boi się pokazać wad bohaterki, ale i nie szarżuje. Judy w jej ujęciu jest ciepła, momentami zgorzkniała, bardzo cierpi. Wie doskonale, co źle zrobiła, ale ma bolesną świadomość, że czasu już nie cofnie. Patrzy się na nią z mieszanką podziwu i niesmaku. Podziwu, bo przecież jej życie to gotowy scenariusz na film i to raczej z gatunku dramatów. Pomimo sukcesów zawodowych Garland przez całe życie walczyła z problemami osobistymi. Jej niską samoocenę pogłębiali jeszcze producenci filmowi, którzy przekonywali ją, że jest nieatrakcyjna i manipulowali jej ekranowym wyglądem zewnętrznym. Przepisywano jej środki medyczne kontrolujące wagę i pobudzające, co wpędziło Garland w trwające kilkadziesiąt lat uzależnienie od leków. Miała problemy finansowe, często zalegała  z płatnością podatków na sumy sięgające nawet kilkuset tysięcy dolarów. Pięciokrotnie wychodziła za mąż, z czego cztery pierwsze małżeństwa kończyły się rozwodami. Kilkakrotnie podejmowała próby samobójcze. A jednak, czego dowiadujemy się z „jej własnych” ust, miała tez wspaniałe momenty. Znała wielkich tego świata. Bywała na koncertach Marleny Dietrich (jej opowieść o jednym z nich jest po prostu majstersztykiem!), pracowała z najlepszymi muzykami, w pewnym momencie miała sławę, pieniądze, wszystko. Chociaż nie potrafiła nawiązać właściwych relacji z dziećmi, uważała je za swój największy życiowy sukces. (…)

Bohaterkę poznajemy tuż przed jej ostatnim koncertem w życiu, tym w Kopenhadze w 1969 r. Jest nadużywającą alkoholu lekomanką, która ledwo śpiewa, ale musi to robić, żeby zarobić na życie. Gwiazdorzy w imię mglistego wspomnienia wielkiej artystki, którą niegdyś była. Siedząc sama przed lustrem wspomina ludzi, których poznała, którzy wynieśli ją na szczyt i zarazem zniszczyli jako człowieka. Opowiada o blaskach i cieniach bycia na świeczniku. Między wierszami przemyca swoją opinię na temat tego, jak bardzo rabunkowa była polityka studia filmowego, dla którego była koniem pociągowym, napędzającym zyski i którego eksploatowano ponad miarę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Judy, którą widzimy na scenie, jest bardzo nieszczęśliwa, choć przybiera maskę wesołka, który w dowcipny sposób kwituje wszystkie swoje niepowodzenia. To jednak przecież tylko fasada, za którą kryje się wielokrotnie zranione serce. I jego najbardziej żal…

Spektakl ma formę niemal monologu. Judy jest sama, tylko chwilami towarzyszy jej Robaczek, zdenerwowany (nawet przesadnie) młody chłopak, którego zadaniem jest doprowadzić gwiazdę na scenę, choć wydaje się to niemożliwe. Bo przecież pijana w sztok, bo ma wygórowane oczekiwania (bez puree z ziemniaków i zielonej fasolki nie wyjdę). Kobieta wie jednak, że sympatia widzów zawsze była jej największą bronią i będzie o nią zabiegała mimo wszystko. Od czego leki, makijaż? Wszystko da się zamaskować. Śpiewać też można na pół gwizdka, byle wyjść i … być gwiazdą! Chociaż… nie zawsze chce się wyjść.

Jedną, szokującą wadą przedstawienia, jest to, że … trwa tylko półtorej godziny! Spowiedź Judy Garland jest tak wciągająca, że kiedy wreszcie się kończy, na widowni słychać zbiorowe westchnienie: jeszcze…! Zwłaszcza, że w finale Hanna Śleszyńska śpiewa trudne piosenki Judy Garland ze słynnym motywem z „Czarnoksiężnika z Oz” na czele. „Tęcza”, bo tak brzmi polska wersja językowa, została przetłumaczona przez Wojciecha Młynarskiego. Jego teksty łatwo rozpoznać, po kunszcie języka i takim trudnym do nazwania poetyckim podejściu. Aranżacje są arcytrudne, a Hanna Śleszyńska śpiewa tak, jakby urodziła się z tymi piosenkami na ustach… „Be myself” w polskim tłumaczeniu też interpretuje niezwykle celnie.(…)

Nie ma słów, by nachwalić bohaterkę wieczoru. Ten głos, talent, umiejętność zmiany nastroju na zawołanie, to jest coś u dzisiejszych aktorek nieznanego. W dobie, gdy wielkość aktorek mierzy się ilością zdjęć w kolorowym czasopiśmie, Śleszyńska udowadnia, że na scenie liczy się jednak zupełnie coś innego. A ona to ma…

Włodzimierz Neubart

 

Czas trwania spektaklu: 90 minut

Warunki techniczne:
Scena o wymiarach : min. 6 x 8 m
Plener: nie
Nagłośnienie: do uzgodnienia w zależności od sali
Oświetlenie: do uzgodnienia w zależności od sali
Organizator zapewnia:
Realizację nagłośnienia i oświetlenia zg. z riderem
Transport
Nocleg (jeśli będzie konieczny)